Niemal każdy widział na zdjęciu japońskie ogrody i ma o nich własną opinie. Zazwyczaj są to opinie skrajne, zarówno ze strony admiratorów, jak i “wybrzydzaczy”. Właśnie tym ostatnim chciałbym zadedykować ten artykuł, bo przecież przekonanych nie ma co przekonywać.
Czysta forma
Słyszałem wielokrotnie (i nieraz jeszcze usłyszę), że ogrody są wytworem „specyficznej kultury”, i tylko tam – 10 tysięcy wiorst stąd – mają rację bytu. Zwoli nicy takiego poglądu nie potra w japońskim ogrodzie odnaleźć przejawu czystej formy, podlegającej estetycznej ocenie. Chcą widzieć w nim jedynie egzotykę, symbolikę podporządkowaną uwarunkowaniom kul turowym, przy czym zdarza się, dysponują skąpą wiedzą na ten temat. Ze względu na nich o ogrodach, nie zastosuję żadnego japońsko brzmiącego terminu wspomnę o odmianach miejscowego buddyzmu, ani o dalekowschodniej kosmologii. Ba, nie wymienię też żadnej japońskiej miejscowości, jak gdyby widoczne na zdjęciach ogrody mogły się znajdować wszędzie, jak ziemia długa i szeroka.
Niewidzialna ręka …
Oto fragment ogrodu: jeżeli ktoś nie wierzy, że swobodnie porozrzucane kamienie, które widać na zdjęciu nr 4, zostały tak celowo ułożone, to przysięgam, że tak właśnie jest. Twórcy zależało – i udało mu się to osiągnąć – by owa kompozycja imitowała spontanicznie powstały krajobraz. Dzięki temu uzyskała ona wymiar uniwersalny, jest dla każdego zrozumiała. Coś podobnego można przecież spotkać, nie opuszczając bezpiecznych granic naszego państwa, w Tatrach czy Karkonoszach.
Zdjęcie przedstawia ogród klasztorny. Nie chce się wierzyć, że i on jest „sztuczny”, a więc świadomie skonstruowany. Na pozór nie ma tu śladu ingerencji ludzkiej ręki.
Ktoś powie, że zdjęcia te nie są reprezentatywne, ale i na to znajdzie się wytłumaczenie. Przedmiot sporu – ogród – jest znamy przecież dzięki fotografiom zrobionym przeważnie przez przedstawicieli naszego kręgu kulturowego. Jeśli zaś autorami fotografii są Japończycy, to i tak biorą pod uwagę nasze oczekiwania i nasz gust. Dlatego w centrum zainteresowania fotografa zwykle znajduje się to, co nietypowe i egzotyczne. Wszędzie więc widoczne są liczne pagody, kamienne latarnie i BKCS (Bardzo Krzywe Chińskie Smoki). Podobne zjawisko miało miejsce w czasach, kiedy w Europie panowała moda na japońską porcelanę. Wersja eksportowa znacznie różniła się od miejscowego wzornictwa przesadą i złym gustem, albowiem to, co autentyczne, było zbyt mało egzotyczne i zbyt skromne…
… i ogrodnik w ogrodzie
Przejawy ludzkiej ingerencji łatwiej można dostrzec na zdjęciach nr 2 i 3. Podobne rozwiązania w naszych ogrodach – tak zwane „skalniaczki” albo kamienne dekoracje wokół „oczek wodnych” – to zawsze bezładne usypiska przypadkowych kamieni. Tu przeciwnie, zamiast bez ładu i składu rozrzucić kamienie, ogrodnik panuje nad całością, nadając jej pełnię wyrazu. Jeżeli na opisanych dotychczas zdjęciach nic jeszcze nie wskazuje na kontekst kulturowy, zdjęcie nr 5 zawiera już kilka elementów, na których podstawie można zidentyfikować jego egzotyczną proweniencję. Jednak i mech, i pnie drzew na pierwszym planie, chyba niewiele różnią się od tego co możemy spotkać w kraju, w pierwszym lepszym podmiejskim lesie.
Z bliska i z daleka
Nie dzieląc włosa na czworo, można powiedzieć, że to, co widać na pierwszym planie, przypomina obserwowany z daleka naturalny, rozległy krajobraz. Obecnie w nim formy są uproszczone, a ich kontury wyraźnie zaznaczone. Granice pomiędzy żywiołami są ostre i wyraźne. Zieleń mchów wygląda tu tak samo, jak widziane z daleka górskie hale czy zarośla na brzegu jeziora. Coś, co z bliska jest tylko plątaniną trzcin czy traw, z oddalenia staje się gładką, zieloną płaszczyzną, a rozproszona wśród zarośli granica pomiędzy lasem i wodą jest wyraźną linią. Podobnie się dzieje, gdy z daleka patrzymy na las. Wówczas naszym oczom ukazuje się jedynie plama zieleni lub zbiorowisko brył, które tworzą korony drzew. Tak samo skały – jeżeli nie są tylko bezładną stertą, ale współgrają z innymi elementami krajobrazu – tworzą taki sam nastrój, jak naturalnej wielkości obiekty znajdujące się w naturalnym otoczeniu.
Zmysły i bestie
Temu samemu służą formowane drzewa, których wielkość dostosowuje się do miejsca. Wyglądają jak bardzo stare, rozłożyste okazy. Z kolei krzewy – sprowadzane do obłych, geoidalnych brył – mogą być (proszę mi uwierzyć – poprostu są) omszałymi głazami czy całymi górami albo koronami wielkich drzew, albo wręcz ciałami jakichś zwiniętych w kłębek drzemiących bestii.
Nasze zmysły pobudzone są tu nie przez pojedyncze elementy naturalnego krajobrazu, lecz ich swoistą kompozycję. Zaraz ktoś powie, że Japończycy ” miniaturyzują” krajobraz, traktują go jak coś w rodzaju modelarstwa kolejowego, gdzie buduje się miniaturowe krajobrazy, wśród których pędzą minipociągi. Otóż nie jest to żadna miniaturyzacja. Przeciwnie. Jest to monumentalizacja, budowanie z minimalnej przestrzeni krajobrazu o naturalnych wymiarach.
Tradycja bez precedensu
Nie sposób by nawet bardzo obszerny artykuł oddał choć po trosze wszystko to, co jest interesujące w ogrodach Japonii. Wkraczamy tu na teren niewiarygodnie bogatej dziedziny, której półtora tysiąca lat licząca tradycja nie ma precedensu w dziejach ludzkości. Żeby to sobie uświadomić, wystarczy przyjrzeć się czterem datom. Pierwszy dokument pisany pochodzi z V w. n.e., najstarszy zaś relikt materialny – ogród z VIII w. n.e. – odkryto 20 lat temu. Aktualny do dzisiaj, pierwszy zachowany traktat – Tajna Księga – powstał w XI wieku, a najstarsze ogrody, przetrwałe niemal w niezmienionej postaci, powstały 400 lat temu! Wielowiekowa tradycja mieści w sobie niezwykłe zróżnicowanie stylów i konwencji, od ascetycznych ogrodów z kamieni i żwiru, po rozpasany barok z ogromem wszelkich form, kolorów i faktur.
Z tego wielkiego bogactwa i my co nieco możemy uszczknąć. W następnym odcinku zaproponujemy Państwu kilka konkretnych rozwiązań, możliwych do zastosowania w naszych warunkach oraz bibliografię przedmiotu.